Dostałam sms'a. Okazało się że to Wiktoria. Szybko odblokowałam telefon
Od: Wiki
Nina! Nie uwierzysz!
~*~
Zadzwoniłam do niej. Nie lubię pisać wiadomości, wole słyszeć głos osoby z którą rozmawiam.
-O co chodzi?- spytałam zdziwiona.
-Wiesz...lepiej jak się spotkamy, możesz za dziesięć minut?- spytała blondynka.
-No dobra, w parku czy u Ciebie?-.
-U mnie- zaproponowała.
_
-Oki za moment będę- szybko wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi.
Wiktoria nie mieszka daleko, więc poszłam na piechotę. Tak jak mówiłam, byłam po chwili już pod jej drzwiami.
-Hejka słońce- rozłożyłam ręce w stronę przyjaciółki.
-Cześć- odwzajemniła gest i pocałowała mnie w policzek.
Poszłyśmy do jej pokoju który był na górze. Wiktoria miała duży dom jednorodzinny. Nie to co ja, małe dwupokojowe mieszkanko w kamienicy. Ona miała wszystko co chciała, a ja? To co potrzebowałam. Nie mogę narzekać bo nie jest bardzo źle ale chwilami potrafi być serio nieprzyjemnie.
Rozmawiałyśmy grubo kilka godzin aż się ściemniło.
-Bo w końcu mi nie powiedziałaś...o co chodziło z tym sms'em?- zapytałam.
-A no tak zapomniałam, jutro do szkoły przyjeżdżają nowi chłopcy- na jej twarzy pojawił się uśmiech.
-A to super- ucieszyłam się.
Lubie zawierać nowe znajomości. Jeszcze bardziej jeśli to płeć przeciwna. Nie wiem czemu, ale wole gadać z chłopakami. To dziwne,choć ja też normalna nie jestem.
-Jeden to Charlie, wysoki blondyn o niebieskich oczach-.
Ideał.
-Ma boski głos, pochodzi z Anglii- opowiadała.
Z Anglii? Naprawdę? Może jakoś się dogadamy...chce już go zobaczyć!
-Drugi to Leondre, jest niższy od tego blondyna, ale też mega przystojny-.
-Coś dla Ciebie- zaśmiałam się.
-Będzie mój, obiecuję Ci- Wybuchnęła śmiechem -Wracając do Leo-.
-Leo? Wiki przerażasz mnie- znowu się zaśmiałam.
-Nie przerywaj mi! Wiesz że tego nie lubię...jak już mam prawo do głosu to dokończę Ci. Rapuje i pochodzi z Walii- widać że spodobał jej się...
Ale skąd ona o nich tyle wie? Zna ich?
-Skąd Ty tyle o nich wiesz?- spytałam zdziwiona.
-Znalazłam ich na Twitterze-.
-Wracając do tematu, chce ich już spotkać!- Wstałam z łóżka żeby zobaczyć która godzina.
Już w pól do dziesiątej? Mama będzie zła...muszę już wracać.
Powiedziałam Wiktorii że muszę się już zbierać a ona zaproponowała że mnie odprowadzi.
-Nie trzeba naprawdę- uśmiechnęłam się, pocałowałam ją w policzek i wyszłam.
Było już naprawdę ciemno. Chciałam być jak najszybciej w domu więc poszłam na skróty. Trochę się bałam. Za mną szło troje chłopaków, byli ubrani w dresy i mieli na sobie kaptury. Palili coś. Wystraszyłam się więc przyśpieszyłam. Nadal za mną szli.
-Ej śliczna zaczekaj- nagle jeden z nich krzyknął.
Super, jak zaraz ich nie zgubie to...
Nagle poczułam jakąś rękę na ramieniu. Zaczęli się śmiać nie wiedziałam co robić. Było pusto więc nie krzyczenie nie miało sensu. Jeden przystawił mnie od ściany i oparł się o nią.
-Gdzie się tak śpieszysz maleńka?-uśmiechnął się do mnie krzywo.
Jaki on jest obrzydliwy...jeszcze ten oddech , czy ten koleś używał kiedykolwiek pasty do zębów?
-Do domu- chciałam się wydostać ale on był silniejszy.
-Taka ładna dziewczyna i idzie sama?- zaczął się śmiać.
-Puść mnie bo zacznę krzyczeć- próbowałam go nastraszyć.
-Nikt Ci teraz nie pomoże skarbie- powiedział wsuwając mi dłoń pod bluzkę.
-Zostaw ją!- krzyknął nieznajomy z angielskim akcentem.
Wszyscy odwrócili się w jego stronę. Był to wysoki blondyn o niebieskich oczach. Skąd ja go znam?
-Ty jeden na nas trzech?- wybuchł śmiechem drugi chłopak
-Jeżeli jej nie zostawicie, pożałujecie- przybliżył się nieznajomy.
Nagle zaczęli się bić. Co mam robić? Uciekać? Nie...nie moge zostawić tego blondyna z nimi...jakoś mu pomogę.
Złapałam go w idealnym momencie. Szarpnęłam go za rękę i pobiegliśmy przed siebie. Kiedy już zgubiliśmy tych kolesi odezwał się do mnie niebieskooki.
-Dziękuję- zadyszany szepnął.
-To ja Ci dziękuję, gdyby nie Ty nie wiem co by ze mną robili...- spuściłam głowę.
-Wiesz gdzie jesteśmy? Jestem w Polsce od 2 dni i nie bardzo się orientuję- popatrzył na mnie -Tak, tam jest mój dom, widzisz?- wskazałam na kamienice.
-Ale nie powiesz mi że chcesz pójść tak do domu?- uśmiechnął sie do mnie.
Boże jaki on jest cudowny.
-Masz rację...czekaj napisze do mojej przyjaciółki, mieszka niedaleko, poproszę ją żeby przyniosła mi jakieś ciuchy- odwzajemniłam gest.
~Dwadzieścia minut później~
-Okej już jestem gotowa, ja już lecę do domu, dobranoc- pomachałam blondynowi.
-Nie puszczę Cię samej- spoważniał chłopak- Odprowadzę Cię-.
-Nie naprawdę nie trz-.
-Trzeba, trzeba- posłał mi krzywy uśmieszek.
-A jak ty trafisz do domu?- zapytałam zmartwiona.
-O mnie się nie martw- zaczęłam chuchać w dłonie.
-Proszę- przykrył mnie swoją bluzą.
-Dziękuję- od razu zrobiło mi się cieplej.
-A tobie nie będzie zimno?- spytałam.
-Dam sobie rade- spojrzał na mnie i momentalnie poczułam dreszcze.
To jest ideał! Nie dość że przystojny to jeszcze mega uprzejmy, muszę go jeszcze spotkać.
-Nie trzeba naprawdę- uśmiechnęłam się, pocałowałam ją w policzek i wyszłam.
Było już naprawdę ciemno. Chciałam być jak najszybciej w domu więc poszłam na skróty. Trochę się bałam. Za mną szło troje chłopaków, byli ubrani w dresy i mieli na sobie kaptury. Palili coś. Wystraszyłam się więc przyśpieszyłam. Nadal za mną szli.
-Ej śliczna zaczekaj- nagle jeden z nich krzyknął.
Super, jak zaraz ich nie zgubie to...
Nagle poczułam jakąś rękę na ramieniu. Zaczęli się śmiać nie wiedziałam co robić. Było pusto więc nie krzyczenie nie miało sensu. Jeden przystawił mnie od ściany i oparł się o nią.
-Gdzie się tak śpieszysz maleńka?-uśmiechnął się do mnie krzywo.
Jaki on jest obrzydliwy...jeszcze ten oddech , czy ten koleś używał kiedykolwiek pasty do zębów?
-Do domu- chciałam się wydostać ale on był silniejszy.
-Taka ładna dziewczyna i idzie sama?- zaczął się śmiać.
-Puść mnie bo zacznę krzyczeć- próbowałam go nastraszyć.
-Nikt Ci teraz nie pomoże skarbie- powiedział wsuwając mi dłoń pod bluzkę.
-Zostaw ją!- krzyknął nieznajomy z angielskim akcentem.
Wszyscy odwrócili się w jego stronę. Był to wysoki blondyn o niebieskich oczach. Skąd ja go znam?
-Ty jeden na nas trzech?- wybuchł śmiechem drugi chłopak
-Jeżeli jej nie zostawicie, pożałujecie- przybliżył się nieznajomy.
Nagle zaczęli się bić. Co mam robić? Uciekać? Nie...nie moge zostawić tego blondyna z nimi...jakoś mu pomogę.
Złapałam go w idealnym momencie. Szarpnęłam go za rękę i pobiegliśmy przed siebie. Kiedy już zgubiliśmy tych kolesi odezwał się do mnie niebieskooki.
-Dziękuję- zadyszany szepnął.
-To ja Ci dziękuję, gdyby nie Ty nie wiem co by ze mną robili...- spuściłam głowę.
-Wiesz gdzie jesteśmy? Jestem w Polsce od 2 dni i nie bardzo się orientuję- popatrzył na mnie -Tak, tam jest mój dom, widzisz?- wskazałam na kamienice.
-Ale nie powiesz mi że chcesz pójść tak do domu?- uśmiechnął sie do mnie.
Boże jaki on jest cudowny.
-Masz rację...czekaj napisze do mojej przyjaciółki, mieszka niedaleko, poproszę ją żeby przyniosła mi jakieś ciuchy- odwzajemniłam gest.
~Dwadzieścia minut później~
-Okej już jestem gotowa, ja już lecę do domu, dobranoc- pomachałam blondynowi.
-Nie puszczę Cię samej- spoważniał chłopak- Odprowadzę Cię-.
-Nie naprawdę nie trz-.
-Trzeba, trzeba- posłał mi krzywy uśmieszek.
-A jak ty trafisz do domu?- zapytałam zmartwiona.
-O mnie się nie martw- zaczęłam chuchać w dłonie.
-Proszę- przykrył mnie swoją bluzą.
-Dziękuję- od razu zrobiło mi się cieplej.
-A tobie nie będzie zimno?- spytałam.
-Dam sobie rade- spojrzał na mnie i momentalnie poczułam dreszcze.
To jest ideał! Nie dość że przystojny to jeszcze mega uprzejmy, muszę go jeszcze spotkać.
~*~
O to i koniec rozdziału drugiego!
Domyślacie się już kim jest wysoki blondyn?
Piszcie komentarze bo to serio mega motywuję :D
Pisz dalej! ☆
OdpowiedzUsuń